(c) Renfri, przy pomocy: 1, 2

20170212

Mr. Prince #01

W klasie panował straszny charmider, który akurat tym razem mi nie przeszadzał. Z każdym kolejnym wyczytanym przez nauczyciela nazwiskiem, zsuwałam się coraz bardziej z krzesła, mąrząc jedynie o tym, by zniknąć. Gdziekolwiek, byle jak najdalej stąd. Czułam suchość w gardle, a moja głowa zaczynała pulsować bólem. Na moje zaciśnięte usta cisnęło się tylko jedno słowo, ale starałam się je przełknąć i nie pozwolić się wydostać. Przynajmniej jeszcze nie teraz.
- Cha Da Hyun - padło z ust nauczycielki, a mój świat stanął w miejscu. Podniosłam się z krzesła, na którym obniżyłam się do krytycznego momentu całkowitego upadku na podłogę. Stawiałam niepewnie kolejne kroki, czując się jakbym szła na ścięcie. Siedziałam w ostatniej ławce, więc do kata potocznie zwanego nauczycielem miałam wydłużony spacer, co wcale mi nie pomagało. Wzięłam do rąk kartkę, patrząc na nauczycielkę i próbując wyczytać z jej oczu, jak bardzo źle jest. Albo to moja wyobraźnia była zbyt bujna, albo zobaczyłam w oczach kobiety kondolencje. Jęknęłam bezgłośnie i wróciłam na swoje miejsce. Położyłam kartę na stole, dając sobie chwile żałoby i schowałam twarz w dłoniach. Wzięłam trzy głębokie wdechy i po nakazaniu samej sobie by myśleć pozytywnie, odwróciłam kartę z wynikami egzaminu, przebiegając po niej wzrokiem.
- Dobra, Dahyun. Nie jest tak źle - mamrotałam do siebie, patrząc na rubrykę z nazwą znienawidzonego przeze mnie przedmiotu i kolejno wypisane punkty. - Wprawdzie, gdyby to był prawdziwy egzamin to byś nie zdała, ale wynik jest lepszy niż wcześniejsze.
Mam przejebane.


***


Do domu doszłam szybciej niż bym tego chciała. Modliłam się, by Dohyun zapomniał, że dzisiaj miały przyjść wyniki próbnych testów, ale znając mojego brata, jego pamięć tym razem będzie działała niezawodnie. Westchnęłam i unosząc osłonkę z panelu, wpisałam kod wchodząc do domu. Było podejrzanie cicho.
- Wróciłam - rzuciłam w przestrzeń, czekając na jakąkolwiek reakcje.
- I jak wyniki? - Nagle przede mną pojawił się Dohyun, a ja spanikowana odskoczyłam do tyłu, łapiąc się za serce.
- Chcesz mnie zabić, czy co?! - ofuknęłam brata i rzucając mu oburzone spojrzenie, wyminęłam go kierując się do swojego pokoju. Oczywiście, poszedł za mną.
- O zabiciu pomyślę, jak pokażesz wyniki. Czekam. - Wyciągnął rękę w moją stronę, uśmiechając się pobłażliwie.
- Może byś się chociaż przywitał jak należy? Ani cześć, ani chuj ci w dupę - warknęłam pod nosem, rzucając torbę na łóżko i łapiąc ubrania, które nosiłam w domu poszłam się przebrać do łazienki.
- Witam cię, ukochana siostrzyczko, jakże mi brakowało twojego słodkiego głosu przez te dziesięć godzin spokoju, jakie miałem, gdy byłaś w szkole - wyrecytował, a ja przewróciłam oczami. - Pokażesz mi teraz wyniki?
Krzywiąc się, wyciągnęłam kartkę z podręcznika, o zgrozo z matematyki, i podałam bratu, rzucając się na łóżko. Schowałam twarz w poduszkę i czekałam, aż Dohyun się odezwie. Gdy cisza była zbyt długa, odsunęłam poduszkę i zerknęłam na brata.
- Wiesz, że z takim wynikiem z matmy cię nie przyjmą? - Spojrzał na mnie poważnie, a ja się skrzywiłam.
- No shit, Sherlock. Serio? - Włożyłam w każde słowo tyle jadu, ile byłam w stanie wyprodukować. - Wyobraź sobie, że doskonale o tym wiem. A, no tak. Ty nie masz wyobraźni, zapomniałam. Po prostu uwierz mi na słowo.
- Musisz to poprawić, inaczej nie załapiesz się nawet na liste rezerowych. - Popukał palcem w kartkę, trzymaną w dłoni przed moim nosem.
- Tyle to ja wiem i bez ciebie! Jesteś starszy, do cholery! Pomóż mi! - Spojrzałam na niego błagalnie, bliska załamania nerwowego.
- Musisz mieć korepetytora. Ktoś po prostu musi cię tego nauczyć. - Stwierdził wzruszając ramionami, po czym odłożył kartkę na moje biurko i wyszedł z pokoju. Zmarszczyłam brwi i wstałam ruszając za nim.
- Ty możesz mnie nauczyć - oznajmiłam, siadając przy wyspie kuchennej, a brat w chwili usłyszenia tego co powiedziałam, spojrzał na mnie tak jak ja zawsze patrzę na niego, czyli jak na kompletną idiotkę. - No co? Przecież jesteś dobry.
- Jestem takim samym debilem z matmy jak ty - odezwał się, a ja zacisnęłam wargi, po czym westchnęłam.
- Gdyby nie to, że powiedziałeś to też o sobie, to byś oberwał - Dohyun machnął tylko ręką, na znak tego, jak mało obchodzą go moje słowa. - A może Jiyoon ci pomoże? Zawsze była dobra z matmy.
Zesztywniałam, patrząc na brata wzrokiem zwiastującym śmierć.
- Aż tak chcesz się mnie pozbyć? - spytałam grobowym głosem. - Jak poprosiłam ją w pierwszej klasie o pomoc, prawie mnie zrzuciła z dachu. Zdanie matmy nie jest warte mojego życia, aż tak się nie poświęcę.
- Jak nie zdasz matmy i tak zostaniesz zrzucona z dachu. Nie zdanie jej, jest warte twojej śmierci.
- Powiem tacie jakie masz plany względem młodszej siostry - uśmiechnęłam się - ciekawe czy wtedy będziesz taki mądry.
Dohyun spojrzał na mnie urażony, wiedząc, że mam racje po czym zastygł w miejscu.
- Mam pomysł - powiedział nagle, pstrykając palcami.
- Jaki? - uniosłam pytająco brwi.
- Znam kogoś kto ci pomoże i nie zechce za to kasy - wymamrotał Dohyun, macając się rękami po spodniach, jak sądziłam w poszukiwaniu telefonu.
- To tacy istnieją? - zdziwiłam się, dodając pod nosem: - Chciałam dostawać kase za to, że w ogóle chodzę do szkoły, a co dopiero za to, że się jeszcze uczę. Rodzicom się nie podobał ten pomysł. Szkoda. Jiyoon też by sobie słono policzyła.
- Istnieją, są zwani chaebolami - odpowiedział, a ja wybuchnęłam śmiechem, zginając się w pół.
- Jasne - prychnęłam ironicznie - chaebole którzy nie chcą kasy, to jak prostytutka z nietkniętą cnotą.
- Powinnaś iść na filozofie - pokręcił głową z politowaniem, a ja machnęłam ręką.
- Z filozofii już wszystko umiem, więc bym się tylko nudziła. A poza tym, żeby iść gdziekolwiek muszę zdać tą jebaną matmę.
- Dahyun, słownictwo - upomniał mnie, udając groźnego.
- Nauczyłam się od ciebie - uśmiechnęłam się do niego złośliwie, a chłopak jedynie zmarszczył brwi.
- Nie mów o tym nikomu - pogroził mi palcem, po czym opuścił kuchnie.
- Nikomu nie powiem, bo wszyscy już wiedzą - krzyknęłam za nim, ale albo mnie nie usłyszał, albo zwyczajnie zignorował.
Westchnęłam ciężko, opierając brodę na dłoni. Miałam nadzieje, że mój brat i tym razem uratuje mi tyłek.


***


Był wrzesień, na początku grudnia musiałam przystąpić do egzaminu, który miał zadecydować o całej mojej przyszłości, a mój wynik z matematyki był, delikatnie mówiąc, niewystarczająco dobry. W listopadzie kończyłam dziewiętnaście lat, ale z racji mojego ukochanego przedmiotu i naszej szczególnej więzi, mogłam zapomnieć o takim świętowaniu na jakie miałam ochotę. Tegoroczne urodziny miałam spędzić nad książkami. Z matematyki. Z nieznanym człowiekiem, który pewnie będzie patrzył na mnie z góry z racji mojego upośledzenia umysłowego pod względem zdolności matematycznych. Albo raczej ich braku.
Pięknie.
- Wyglądasz na zdenerwowaną - drgnęłam słysząc słowa Dohyuna i zerknęłam na niego, mrużąc oczy. Jechaliśmy właśnie do miejsca gdzie miałam mieć swoje pierwsze korepetycje. Zwróciłam swój wzrok z powrotem w stronę szyby i mijanego przez nas centrum Seulu. - To do ciebie niepodobne - usłyszałam jeszcze, na co przewróciłam oczami, krzywiąc się.
- Właśnie będę musiała pokazać komuś jak bardzo tępa jestem z matmy, więc wybacz, że nie skacze z radości. Ja w odróżnieniu od ciebie jestem znana jako ta mądra, więc to dla mnie dość nowe.
- Tak lepiej. A już się zaczynałem bać - zaśmiał się patrząc na mnie tymi szczenięcymi oczami, a pod wpływem szerokiego uśmiechu pojawiły się na jego twarzy dwa urocze dołeczki.
- Ile będzie cię to kosztowało? - zapytałam, by zmienić temat.
- Zupełnie nic. Mówiłem ci, że on nie będzie nic chciał - odparł Dohyun, a ja zmarszczyłam brwi.
- Każdy czegoś chce - rzuciłam, a czując na sobie ciekawe spojrzenie, dodałam: - to, że o tym nie mówi, nie znaczy, że nic nie chce.
- On naprawdę nic nie chce.
- Skąd wiesz? - spojrzałam na brata, przechylając głowę.
- Bo ma już wszystko - odpowiedział, a ja westchnęłam.
- Ma wszystko, bo ma pieniądze? Myślisz zbyt płytko.
- Myśle tak samo jak ty - obruszył się, wjeżdżając na parking jednego z wyższych aparatamentowców w centrum miasta.
- Nigdy nie będziesz myślał, tak jak ja. Nie oszukuj się - uświadomiłam go, gdy zaparkował na miejscu, a ja otworzyłam drzwi i opuściłam auto.
- Na filozofii by z tobą nie wytrzymali - mruknął pod nosem, ale mój słuch to wyłapał.
- Słyszałam - odrzekłam, kierując się w strone windy. Dohyun dołączył szybko do mnie i przycisnął guzik przywołujący. Pięter było dwadzieścia pięć, a brat wcisnął ten z numer dziewiętnaście. Obserwowałam jak wyświetlały się kolejne numery na panelu nad drzwiami, aż pojawił się nasz i wyszliśmy na korytarz. Dohyun skierował się w strone dużych, podwójnych drzwi, a ja rozejrzałam się czy to były jedyne na tym korytarzu. Miałam racje, nic więcej prócz okna i windy nie było.
- Dahyun, tylko nie przynieś mi wstydu - powiedział braciszek, zanim nacisnął dzwonek. Rzuciłam mu ostre spojrzenie, postanawiając nie odpowiadać, chociaż słowa same mi się cisnęły na usta. Wiedziałam jak wyglądają nasze rozmowy i nie było to do końca takie pierwsze wrażenie jakie chciałam wyrzeć na korepetytorze. Kimkolwiek on był.
Pare sekund później, drzwi zaczęły się uchylać i coraz bardziej ukazywać postać znajdujacą się za nimi. Wysoki mężczyzna, wyższy od Dohyuna, pojawił się w całej swej okazałości. Musiałam unieść głowę by spojrzeć na jego twarz, a on musiał ją pochylić by przyjrzeć się mnie. Był młody, ale nie byłam w stanie pewnie trafnie określić jego wieku. Jego wzrost wskazywał na kogoś starszego, jednak delikatna uroda, mimo chłodnego wyrazu twarzy skłaniała mnie w stronę stwierdzenia, że mógł być młodszy od mojego brata. Włosy koloru mlecznej czekolady, opadały na blade czoło, czarne brwi były łagodne w odróżnieniu od jego ekspresji, która nie tyle była groźna, co zwyczajnie obojętna. Ciemne oczy patrzyły obojętnie, a ich właściciel mrugał leniwie, jakby był śpiący. Cechą charakterystyczną, którą zauważyłam od razu, był pieprzyk pod kącikiem prawego oka. Mężczyzna był przystojny i nawet ta skaza dodawała mu jedynie uroku.
Po uprzednim zaproszeniu do środka, przeszliśmy do salonu.
- Joonsuk, to moja siostra o której ci mówiłem - Dohyun przedstawił mnie gospodarzowi, a ja się ukłoniłam - Cha Dahyun, to Oh Joonsuk. Od dzisiaj będzie twoim korepetytorem.
- Miło mi pana poznać, dziękuję, że zechciał mi pan pomóc - odezwałam się grzecznie, skłaniając lekko głowę. Musiałam okazać minimum uległości wobec tego mężczyzny, jeśli miałam spędzać z nim czas na nauce. Owszem, byłam wredna i wiele można było o mnie powiedzieć, ale zawsze wiedziałam jak powinnam się zachować.
- Dohyun mnie poprosił żebym pomógł ci zdać egzaminy, bojąc się, że jeśli nie pójdziesz na studia, to się ciebie już nie pozbędzie - odparł sucho, i długimi, smukłymi palcami strzepnął niewidzialny pyłek ze swojego niebieskiego garnituru. Wbiłam spojrzenie w brata, który właśnie przeżywał załamanie nerwowe, trzymając dłoń na czole.
- Nie musiałeś jej tego mówić - wymamrotał przez zaciśnięte usta.
- Myśle, że ona doskonale o tym wie - stwierdził, a jego wzrok przelotnie musnął moją osobę. Uczucie jakie temu towarzyszyło zdecydowanie mi się nie podobało.
Nie zrozumcie mnie źle, nie byłam uprzedzona, ani nic z tych rzeczy, jednak należałam do osób otwartych i komunikatywnych i źle czułam się w towarzystwie ludzi pokroju Oh Joonsuka. Potrafiłam od razu rozpoznać z jakim typem człowieka się stykam i byłam w stanie określić czy tą znajomość warto rozpocząć, czy lepiej zdusić ją w zarodku. Byli tacy ludzie, z którymi nie umiałam się dogadać, bo nasze aury i różnice charakterów zwyczajnie się odpychały. Wystarczyła mi ta krótka wymiana zdań bym nabrała pewności, że znajomość moja z Panem Oh powinna zostać zakończona jeszcze szybciej niż się zaczęła. Wiedziałam, że ani ja z nim się nie dogadam, ani tymbardziej on ze mną. Jednak nie mogłam tego zrobić, bo on był niestety moją jedyną deską ratunku. Nie miałam innego wyjścia.
Mam przejebane.
Znowu.


***


Oh Joonsuk naprawdę nic nie chciał za udzialanie mi korepetycji, co mimo jego zachowania i ogólnego sposobu bycia, wprawiało mnie w zakłopotanie. Wolałabym mu zapłacić czy zrobić cokolwiek innego, by przestać się czuć tak beznadziejnie względem tego człowieka. Nawet jeśli go nie lubiłam, to ten facet miał anielską cierpliwość do wbijania wiedzy takiemu debilowi jak ja. Zwłaszcza, że ta wiedza słabo wchodziła mi do głowy, by nie rzec, że wcale, więc wszystko musiał wałkować po kilkanaście razy, jak nie więcej. Z tego powodu czułam się niesamowicie głupio wobec Joonsuka i czasu jaki mi poświęcał. Za darmo. Naprawdę, wolałabym zapłacić każdą cene i w końcu przestać czuć się tak podle. Nie, nie lubiłam go. Joonsuk był osobą bardzo specyficzną. Był zimny i chłodny w obyciu, a jednocześnie wredny i ironiczny. Tak, był pod tym względem podobny do mnie i może dlatego nie potrafiliśmy się dogadać. Jak wiadomo te same bieguny się odpychają, nie przyciągają. Tak było też ze mną i moim korepetytorem. Z racji mojego położenia nie mogłam pozwalać sobie na żadne pyskowanie, czy jakikolwiek przejaw mojej złośliwości, a miałam na to ochotę niezliczoną ilość razy. Mój język był cały obolały, od ciągłęgo gryzienia się w niego ilekroć chciałam powiedzieć coś wrednego. Szatyn był w stosunku do mnie wymagający, wyraźnie pokazywał mi gdzie moje miejsce i zgryźliwie komentował moje znikome postępy, nie omieszkał przy tym raz czy dwa zmieszać mnie z błotem. To nie tak, że moje odpowiedzi na jego zachowanie w jakiś sposób by go uraziły, chodziło bardziej o to, że gdybym powiedziała faktycznie wszystko to co chciałam, nasza relacja by się bardzo zaostrzyła. I tak nie należała do najlepszych, więc pogarszanie jej było ostatnim co chciałam zrobić. Tak więc nie pozostawało mi nic innego jak schować swoją dumę i cięty język do kieszeni, a swoją frustracje wyładowywać krzycząc co wieczór w poduszkę.
Mimo, że kolega mojego brata zdecydowanie nie należał do miłych, przyjaznych, czy pozytywnych w choćby jednym aspekcie zachowania osób, to musiałam mu przyznać, że był skutecznym nauczycielem. Irytującym, denerwującym, wrednym i nie dającym żyć, ale naprawdę dobrym. Jego metody doprowadzały mnie do szału, ale ze zdumieniem zauważałam, że działają.
- Masz to wykuć na blachę, rozumiesz? - spytał, stukając smukłym palcem w kartkę ze wzorami leżącą przede mną. Uniosłam głowę, patrząc jak stoi nade mną i palcem drugiej ręki pociera swoją brodę. Gdy napotkał moje spojrzenie, uniósł do góry brew, a ja doskonale wiedziałam co to znaczyło.
"Coś ci nie pasuje?"
Dość szybko poznałam większość ruchów jego ciała i to co one mówiły. Jongsuk potrafił mówić do mnie jednym spojrzeniem, ruchem brwi lub ust. Nie wiedziałam czy tylko ja nabrałam już wprawy w odczytywaniu tego mężczyzny, czy to było u niego normalne i każdy był w stanie to zrobić.
Przełknęłam ślinę i wzdychając pokiwałam głową.
- Oczywiście.
- Masz być w stanie wyrecytować to na wyrywki, gdy ktoś zbudzi cię o trzeciej w nocy, jasne? - kontynuował swoją tyranię, a gdy otworzyłam szerzej oczy, jego brew znowu poszła do góry.
- Jasne - zgodziłam się cicho.
Bo co innego miałam zrobić?


***


Wibrowanie telefonu przedarło się przez zasłone snu, brutalnie mnie z niego wyrywając. Z szybko bijącym sercem sięgnęłam po aparat i na ślepo odebrałam przykładając do ucha.
- Wzór całki funkcji wymiernej - padło polecenie po drugiej stronie, wypowiedziane obojętnie przez Oh Joonsuka. - mówiłem, że masz je recytować, choćby o trzeciej w nocy.
- Jest czwarta - jęknęłam, czując jak powieki mi opadają, a głos ledwo wydobywa się z gardła.
- I tak nie zostało ci dużo godzin snu, więc możesz wstać i sobie powtórzyć wzory - rzucił swobodnie, po czym dodał twardo: - całka funkcji wymiernej. Czekam.
Nienawidze cię, Oh Joonsuk.


***


Oh Joonsuk był człowiekiem wyjątkowym i nietuzinkowym. Tak więc jego metody nauczania i sprawdzania wiedzy, również nie należały do normalnych, ani żadnych ogólnie przyjętych. Chociaż po ponad miesiącu przywykłam do telefonów o różnej porze dnia i nocy, w różnych sytuacjach, które grzecznie odbierałam, odpowiedając na zadawane głosem nie znoszącym sprzeciwu, pytania z lepszym lub gorszym skutkiem, tak nie spodziewałam się, że Oh udoskonali jeszcze bardziej swoje sposoby skutecznego przepytywania mnie.
Korepetycje miałam codziennie. Zawsze po lekcjach szłam do ogromnego apartamentu Joonsuka i siedziałam tam czasami do późnych godzin nocnych. Wszystko było ustalane przez mężczyznę, a ja nie miałam za bardzo nic do gadania. Zaczynałam widzieć efekty swoich wysiłków i jego jakie wkładał w moją naukę, więc siedziałam cicho, przyjmując każdą minutę jego czasu który mi poświęcał z niemym podziękowaniem.
Przebywając ze sobą prawie połowę doby, nauczyliśmy się spędzać razem czas. Oboje znaliśmy cel naszych spotkań, więc robiliśmy wszystko by nie szkodzić sobie nawzajem. Ja w imie zdania znienawidzonego przedmiotu, a on w imie słowa złożonego mojemu bratu, a swojemu koledze.
To oczywiście nie znaczyło, że ten facet przestał uprzykrzać mi życie. Co to, to nie.
Nie będę ukrywać, że lubię spać. W sumie, mogłabym przespać większą część doby, a potem znowu pójść spać. Mój organizm był dziwnie zaprogramowany i nawet jeśli przez cały dzień zasypiałam na stojąco, to w chwili, gdy w końcu mogłam położyć się do łóżka cała senność mijała, a ja miałam szeroko otwarte oczy przez pół nocy, niespożyte pokłady energi oraz chęć by wyjść z domu i pobiegać sobie po centrum Seulu. Dopiero koło czwartej nad ranem zasypiałam mocnym snem, z którego ciężko było mnie obudzić. Dlatego ranek, poranne wstawanie i cały okres mojej edukacji, który się z tym wiązał był dla mnie istnym koszmarem.
Jednak prócz tej wady mojego organizmu, która utrudniała mi życie, była też jedna zaleta. Jeśli wiedziałam, że koniecznie muszę wstać o danej godzinie, w cudowny sposób organizm zdawał się to rozumieć, a ja postrafiłam wstać bez żadnej pomocy i to przed budzikiem.
Właśnie otwierałam oczy będąc pewna, że właśnie dochodzi szósta rano, a za jakieś trzy lub dwie minuty rozdzwoni się budzik w moim telefonie, leżącym na szafce koło łóżka, gdy skrzypienie drzwi mojego pokoju, sprawiło, że znieruchomiałam. Do mojego pokoju wparował nikt inny jak mój korepetytor w całej swojej chwale, poprawiając fryzurę i w niej położenie okularów przeciwsłonecznych. Otworzyłam szeroko oczy, i nie kontrolując mięśni szczęki, pozwoliłam jej opaść jak najniżej.
- A ty jeszcze w łóżku? - spytał, kręcąc głową z politowaniem i cmokając kilka razy. - Na co jeszcze czekasz? Wyskakuj i sie ogarnij, za godzine zaczynasz lekcje. A pierwszą masz matmę.
Wydawał polecenia, tym głosem który tak dobrze znałam, bo ostatnio wypełniał nim i całym sobą cały mój wolny czas, będąc w stanie jedynie się na niego patrzyć i poruszać ustami, chcąc coś powiedzieć, jednak ostatecznie nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
- Dahyun, powiedziałem coś - westchnął przeciągle i przewracając oczami, podszedł do mojego łóżka. Śledziłam każdy jego ruch, jednocześnie sama nie będąc w stanie wykonać żadnego. Zupełnie jakby trafił mnie piorun, tak trafiło mnie zdziwienie widokiem Oh Joonsuka w moim pokoju o szóstej rano. Taki scenariusz nawet mi przez myśl nie przeszedł. Wiedziałam, że jeśli ten facet się w coś zaangażuje, to daje z siebie wszystko, ale tego się nie spodziewałam.
Tego, że podejdzie do mojego łóżka i łapiąc w garść kołdrę zerwie ją ze mnie, nie spodziewałam się tymbardziej. Spojrzałam w dół, na swoje nagie nogi, a potem w górę na stojącego nade mną szatyna i westchnęłam. Jego spojrzenie z mojej twarzy przesunęło się w nieższe rejony mojego ciała, a on zmarszczył brwi, przechylając głowę.
- Śpisz w takim czymś? Nie jest ci zimno? - zapytał, wskazując na moje nogi. Przewróciłam oczami i przesuwając się na skraj łóżka wstałam z niego, od razu się przeciągając. Joonsuk patrzył jak moja koszulka opada, zakrywając odkryte wcześniej uda. Spałam w za dużym t-shircie, który sięgał mi do połowy ud, zakrywając tym samym czarne figi.
- Nie jest mi zimno, mam kołdrę - odpowiedziałam, wymijając go i podchodząc do szafy, by wygrzebać z niej bielizne - a przynajmniej miałam zanim jej ze mnie nie ściagnąłeś.
Odwróciłam się z powrotem w jego stronę i podparłam dłonie na biodrach.
- Co ty tu w ogóle robisz? To u ciebie normalne, że obcym dziewczynom wchodzisz rano do sypialni?
- Nie jesteś taka obca, znamy się ponad miesiąc - wzruszył ramionami - bardziej mnie dziwi, dlaczego przyjęłaś to tak spokojnie. Spodziewałem się innej reakcji. To nie był twój pierwszy raz, jak mężczyzna wchodzi ci do pokoju? - Z każdym słowem, pochylał się bardziej w moją stronę i ściszał głos, świdrując mnie spojrzeniem ciemnych oczu. Jego usta drgały w szelmowskim uśmiechu.
- I widzi w czym śpisz - dodał szeptem i trącił palcem skraj mojej bluzki, muskając moje udo. Jego dłonie były chłodne, a ich krótki dotyk wstrząsnął moim ciałem wywołując ciarki na całym ciele. Wzdrygnęłam się na to uczucie i objęłam ramionami, pocierając je dłońmi.
- Oczekiwałeś, że zaczne krzyczeć o zboczeńcu i rzucę w ciebie lampką? - zapytałam, uśmiechając się kpiąco.
- Mniej więcej - pokiwał powoli głową, zaplatając ramiona na klatace piersiowej.
- Jeszcze nic straconego, jeśli cię to uszczęśliwi mogę krzyknąć, w domu i tak nikogo nie ma, ale lampką w ciebie nie rzucę, bo jej nie mam, jak widzisz - wskazałam dłonią na biurko, stojące pod oknem. Zamiast lampki miałam wbudowany w ściane kinkiet.
- Zapamiętam, ale nadal nie wiem skąd taka twoja reakcja.
- Stąd, że po pierwsze jest szósta rano, a ja o tej porze nie kojarze zbyt dobrze - zaczęłam wyliczać.
- Nie tylko o tej porze nie kojarzysz zbyt dobrze - wtrącił Oh, a ja rzuciłam mu zdegustowane spojrzenie.
- Po drugie, czemu miałabym w ogóle reagować inaczej? Nie gram w dramie. A jak ci się nie podoba w czym śpię, to nie trzeba było ściągać ze mnie kołdry - stwierdziłam z mocą i wymijając go, wyszłam z pokoju, kierując się do łazienki. Joonsuk szedł za mną, aż zniknęłam w łazience, zatrzaskując mu jej drzwi przed nosem.
- Nie jesteś zła? - usłyszałam zza drzwi i westchnęłam.
- Za to, że przyszedłeś do mojego domu o szóstej rano, wlazłeś do mojego pokoju i zabrałeś mi kołdrę czy za to, że zobaczyłeś moje nogi?
- Widziałem twoje majtki - padła odpowiedź, a ja przewróciłam oczami, nie mogąc powstrzymać prychnięcia śmiechem. Oh Joonsuk z pierwszego spotkania, był zimny, wredny i sztywny jakby połknął kij, ale potem zaczął pokazywać swoją drugą stronę. Nie wiedziałam dlaczego tak było, czy wynikało to z braku zaufania, czy po prostu trzeba było go poznać, a on nie pozwalał na to od razu w momencie poznania.Ostatecznie dało się do niego przyzwyczaić. Nie był już taki sztywny i poważny jakby miał na karku conajmniej czterdziestkę, a nie dwadzieścia pięć lat, ale pewne rzeczy pozostały bez zmiany. Nadal był wredny i złośliwy, tylko z bezczelnym uśmiechem na twarzy, zamiast chłodu i obojętności.
- Podobały ci się?
- Masz za długą koszulkę, więc nie widziałem za dobrze.
- Nie wiem dokąd zmierza ta rozmowa - pokręciłam głową i opuściłam łazienke, po szybkim prysznicu, już ubrana w szkolny mundurek.
- Czyli nie jesteś zła - bardziej stwierdził, niż zapytał, obserwując jak szybko malowałam oczy i pudrowałam twarz.
- Jestem zła, za to, że wszedłeś mi do pokoju - wyjaśniłam z pobłażliwym uśmiechem. - Aha, no i co ty tu robisz?
- Przyjechałem zawieść cię do szkoły.
- Po co?
- Żebyś się nie spóźniła, masz pierwszą matmę - odparł zadowolony, puszczając mi oczko i podrzucając kluczyki do swojego sportowego samochodu.
- Skąd wiesz co ja mam pierwsze, co? - uniosłam brew patrząc na niego podejrzliwie.
- Zapytałem Dohyuna - odparł beztrosko, wzruszając ramionami.
- A on skąd wiedział? Przecież on nie zna mojego planu - zdziwiłam się, bo to wszystko brzmiało dla mnie mało realnie i było zdecydowanie zbyt naciągane. Mój brat nawet nie znał drogi do mojej szkoły, ledwo pamiętał do jakiej szkoły w ogóle chodzę. Interesowały go jedynie wyniki testów i moje oceny. Takie drobnostki jak nazwa szkoły, czy jej adres nie były mu do niczego potrzebne. Dobrze, że wiedział chociaż w jakiej klasie jestem.
- Ale zna hasło do twojego dzienniczka internetowego. Podał mi - Joonsuk uśmiechnął się w sposób tak nieprzyjemny, że przeszły mi ciarki po kręgosłupie. W ten sadystyczny sposób uśmiechał się, gdy dawał mi zadania tak trudne, że spędzałam nad nimi godziny, wylewając litry potu, a on czerpał z tego radość i satysfakcje. Patrząc na niego z chłodną rezerwą, ominęłam go oscentacyjnie szerokim łukiem i opuściłam mieszkanie, słysząc jeszcze jego zjadliwy śmiech. Diabeł, nie facet. Powiadam, diabeł.
Swoją drogą, dziwne, że dopiero teraz dorwał się do mojego dziennika, gdzie miał wgląd w każdy temat jaki przerabialiśmy, w każde zadanie i wszystkie oceny oraz wyniki z testów.
W drodze do szkoły, chciałam wyskoczyć z pędzącego samochodu. Przeważnie ranki, kiedy jechałam metrem spędzałam ze słuchawkami w uszach i skupiając się na muzyce ograniczałam myślenie do niezbędnego minimum, które równało się poziomowi pantofelka. Jednak tego ranka jadąc nowym, sportowym autem byłam poddawana torturom umysłowym. Joonsuk dyktował mi zadania i kazał udzielać odpowiedzi po przeliczeniu wszystkiego w pamięci. Niby nic, ale za każdą złą odpowiedź za kare miałam dostać później kolejne arkusze zadań do rozwiązania. Ja już nimi rzygałam. Miałam mdłości na samą myśl o kolejnych.
- Dobra, przyjadę po ciebie jak skończysz lekcje - stwierdził, zatrzymując się koło chodnika przy szkole.
- Czemu? Mogę przyjechać sama, nie musisz się fatygować, daj spokój - machnęłam ręką.
- Przyjadę, nie kłóć się - wystarczyło jedno spojrzenie, bym ulegle zgodziła się na jego propozycje.
- Jasne, skoro nalegasz - mruknęłam, wzruszając ramionami. - Do zobaczenia - rzuciłam, łapiąc za klamkę i będąc jedną nogą poza autem.
- Poczekaj chwilę - usłyszałam i poczułam silny uścisk na nadgarstku, a Jongsuk bez problemu wciągnął mnie z powrotem do wnętrza samochodu. Nachylił się nade mną, by sięgnąć do drzwi, które zatrzasnął, po czym wrócił na swoje miejsce. Przez krótką chwilę czułam świeży, męski zapach jego perfum, który zniknął z chwilą gdy Oh się ode mnie odsunął. Spojrzałam na niego pytająco, nie wiedząc o co chodzi.
- Jeszcze ostatnie pytanie.
- Zlituj się, człowieku - wzniosłam oczy do niskiego sufitu, przybierając cierpiętniczą minę.
- Dlaczego dzisiaj tak zareagowałaś? Nie mogę tego pojąć, więc musisz mi powiedzieć - spojrzenie ciemnych oczu wbiło się we mnie, mówiąc, że nie mam wyboru i muszę odpowiedzieć. Przewróciłam oczami i zaśmiałam się cicho pod nosem.
- Czemu tak cię to interesuje?
- Bo to było dla mnie nowe. Nigdy nie widziałem takiej reakcji i teraz nie wiem czy jesteś po prostu bezwstydna, czy przyzwyczajona - roześmiałam się, przeczesując włosy palcami i spojrzałam na Joonsuka.
- Nie jestem bezwstydna. Zresztą nie miałam czego się wstydzić. Byłam w swoim pokoju, w swoim domu, to ty wszedłeś i ściągnąłeś ze mnie kołdrę. Poza tym nie spałam nago, a ty nie widziałeś niczego czego nie powinieneś zobaczyć. Zawsze tak śpię i często chodzę tak po domu, więc jestem przyzwyczajona.
- Ale jestem facetem. Który widział twoją bielizne. A ty... nic.
- Nie nic, zapytałam czy ci się podobała - przypomniałam.
- Dahyun, bądź poważna - poprosił, a ja westchnęłam.
- Jesteś kolegą mojego brata. I tak cię widzę. Dla mnie jesteś po prostu przyjacielem Dohyuna, nie widzę w tobie faceta - wyjaśniłam zgodnie z prawdą. Tak to właśnie wyglądało. Oh Joonsuk, chociaż był przystojny i nie mogłam powiedzieć, że tak nie jest, nie był dla mnie mężczyzną w sensie seksualnym. Widziałam w nim tylko przyjaciela Oppy, nie kogoś kto mógłby mi się podobać.
- Nie widzisz we mnie faceta? - powtórzył, patrząc na mnie z szerzej otwartymi oczami i wyrazem kompletnego zdziwienia. Pokiwałam powoli głową, a Oh odsunął się bardziej w strone drzwi wyglądając jakbym go właśnie spoliczkowała. - Jestem dla ciebie tylko kolegą Dohyuna?
- I moim korepetytorem - uzupełniłam, a Joonsuk się prawie zapowietrzył.
- Nie rozumiem. Dlaczego tak mówisz? Przecież jestem stuprocentowym mężczyzną, nie rozumiem jak możesz....
- Mogę - przerwałam, gdy szatyn zamilkł gestykując rękami oburzony. - Chodzi mi o to, że nie widzę w tobie faceta, który może mi się podobać. I nie mówię, że nie jesteś mężczyzną, bo to oczywiste, że nim jesteś. Po prostu z racji tego, że poznałam cię jako kolegę Dohyuna, jesteś nim dla mnie w pierwszej kolejności, przez co nie mogę patrzeć na ciebie jak na kogoś kto jest dla mnie atrakcyjny w sensie seksualnym. Jesteś tak jakby poza kategorią...eee faceta do wzięcia. Rozumiesz? Dla mnie już pozostaniesz kolegą mojego brata.
- Dobra, teraz rozumiem. Dlatego nie rzuciłaś we mnie niczym, ani mi się nie oberwało, bo nie jestem kimś przy kim byś się krępowała. Jestem dla ciebie aseksualny.
- Dokładnie tak, masz racje. Już zaspokoiłam twoją ciekawość? - zapytałam, przechylając głowę, a Joonsuk się zaśmiał cicho.
- Zły dobór słów - wyjaśnił wykonując nieokreślony kształ palcem w powietrzu.
- Co? Czemu?
- Pytałaś czy zaspokoiłaś - odparł z szelmowskim uśmiechem, a ja przewróciłam oczami.
- Tak, widać, że jesteś stuprocentowym mężczyzną.
- Miło, że to przyznajesz - puścił mi oczko, nie przestając się uśmiechać. - Dobra, idź już, bo się spóźnisz. Bądź grzeczna i nie śpij na lekcjach.
- Niekontroluję tego, to się po prostu dzieje - wzruszyłam ramionami z niewinną miną.
- Lepiej zacznij, bo inaczej ja zaczne dzwonić do nauczycieli - pogroził mi palcem, a ja spojrzałam na niego mrużąc oczy.
- Ani się waż - syknęłam.
- Wszystko zależy od ciebie. Idź już, odbiorę cię później - popędził mnie, a ja z ciężkim westchnięciem opuściłam samochód i zatrzasnęłam drzwi. Widząc jak Oh macha do mnie, odwzajemniłam ten gest, patrząc jak mknie ulicą.
Ruszyłam wolnym krokiem w stronę wejścia do szkoły. Miałam nadzieję, że nie uraziłam Joonsuka tym co powiedziałam. Jak dla każdego przedstawiciela płci przeciwnej tak i dla niego duma była bardzo ważna, a ja nie chciałam w żaden sposób jej deptać. Ale fakt, pozostawał faktem. Nie potrafiłam zobaczyć w nim mężczyzny, który by mi się podobał, mimo że uważałam go za naprawdę bardzo przystojnego. To była taka granica, którą postawiłam między nami zupełnie odruchowo i która była nie do ruszenia przez żadną ze stron. Zresztą wątpiłam, by Joonsukowi miał przeszkadzać taki stan rzeczy. W końcu, w takich relacjach mieliśmy pozostać. Nigdy nie miały łączyć nas inne niż ta korepetytor-uczennica, a gdy i to się skończy, pozostane tylko młodszą siostrą jego kolegi, a on przyjacielem mojego brata.

Nic więcej.

Mr Prince #02

 

Za każdym razem jak było rozdawanie wyników, denerwowałam się do stopnia prawie płaczu i załamania. Nic nie potrafiłam na to poradzić. Z góry oczekiwałam najgorszego, co w moim przypadku niestety się sprawdzało. Słysząc swoje nazwisko, na miękkich nogach pokonałam dystans ze swojej ostatniej ławki do początku klasy gdzie znajdowało się miejsce nauczyciela.

Zerknęłam kontrolnie na nauczycielkę, która zamiast grobowego spojrzenia, którym obdarzała mnie zazwyczaj, uśmiechnęła się zadowolona i pokiwała głową. Zmarszczyłam brwi, czując się dziwnie nieswojo i wróciłam na miejsce. Od razu przebiegłam wzrokiem po tekście oraz wartościach w tabelkach i zamarłam.

Patrzyłam na wyniki wypisane na kartce i nie wierzyłam własnym oczom. Odsunęłam papier od siebie i przetarłam oczy po czym spojrzałam znowu.

Nic. Nadal wyniki były te same.

Przełknęłam ślinę, nadal nie mogąc w to uwierzyć. Nigdy w rubryce z matematyki nie widziałam dwóch liczb większych od czterech obok siebie. Aż do teraz.

Zdałam matematykę.

Na 89%.

 

***

 

- Dahyun? - usłyszałam głos Dohyuna po przekroczeniu progu mieszkania i spojrzałam na niego niewidzącym wzrokiem. Nadal byłam w szoku i z jakiegoś powodu miałam ochotę się rozpłakać. - Masz wyniki? - zapytał, a ja wybuchnęłam płaczem. Brat podszedł do mnie i unosząc moją rękę wyciągnął z zaciśniętej dłoni kartkę, którą miętoliłam przez całą drogę do domu. Szybko przebiegł po niej wzrokiem, po czym spojrzał na mnie wielkimi oczami.

- To nie możliwe - stwierdził grobowym tonem.

- Oppa! - zawyłam przez płacz - zdałam matematykę!

- Co wy wyprawiacie? - koło nas pojawiła się Minyoung, która właśnie wyszła z kuchni, a ja wbiłam w nią swoje spojrzenie.

- Unnie! - zawyłam, wpadając w jej rozłożone ramiona, a szatynka pogłaskała mnie po plecach.

- To musi być błąd w druku! Idę zadzwonić do szkoły - wymamrotał Dohyun i ruszył w tylko sobie znanym kierunku.

- O co chodzi? - zapytała Minyoung, patrząc na mnie i przeczesując palcami moje włosy.

- Zdałam matematykę - odparłam, czując jak drżą mi usta.

- To cudownie! Gratuluję! Mówiłam, że dasz radę - roześmiała się, całując mnie w czoło i mocniej tuląc do siebie.

- To niemożliwe! - wykrzyknął Dohyun, a ja zerknęłam ponad ramieniem bratowej, patrząc na brata drącego się do telefonu. - MÓWIĘ PANI, ŻE TO JAKIŚ BŁĄD! HALO? HALO?!

– Cha Dohyun, co ty odwalasz? - syknęła zimno Minyoung do swojego wybranka, nadal mnie przytulając.

– Rozłączyła się – odpowiedział cicho – powiedziała, że niemożliwe aby w wynikach był błąd i się rozłączyła.

Na te słowa, mój szloch który udało mi się już opanować, powrócił ze zdwojoną siłą. A ja nie miałam pojęcia dlaczego, a tym bardziej jak to zatrzymać. Słyszałam śmiech Minyoung, która uspokajała mnie delikatnym bujaniem w swoich ramionach i głuchą ciszę ze strony brata.

– Dahyun zdała matematykę – odezwał się nadal nie dowierzając. Zupełnie jak ja. Jedyną osobą zdolną do racjonalnego myślenia w tej chwili była tylko Minyoung, która obejmując mnie ramieniem ruszyła do kuchni i odwracając się na chwilę, rzuciła przez ramię do Dohyuna:

– Chyba jesteś coś winien Yoonsanowi.

Jeśli on jest coś winny Sanowi, to co w takim razie ja jestem mu winna?

Obserwatorzy